Towarzyszenie małżeńskie: co to jest i kto go potrzebuje

Opublikowano: 2018-10-24 12:30:54 r.

Pojęcie towarzyszenia małżeńskiego to w Kościele termin nowy, choć praktyka realizowana była już od wielu lat. Kto może z niej skorzystać? Na czym to polega? Czy warto? Oto krótki przewodnik.

Niedzielna Msza św. w jednej z warszawskich parafii. W ławkach dużo rodzin z dziećmi, małżonkowie czytają czytania liturgiczne. Po Mszy do jednej z par podchodzi kobieta, wcześniej w trakcie liturgii spowiadająca się w konfesjonale. – Chciałabym się z państwem spotkać w sprawie mojego małżeństwa, przysyła mnie ksiądz. Powiedział, że wy możecie mi pomóc – mówi. Małżonkowie – Sylwia i Grzegorz się uśmiechają, proponują termin i miejsce. To nie pierwszy raz, gdy tutejszy spowiednik im kogoś podsyła.

Opisana sytuacja jest właśnie jednym z przejawów towarzyszenia małżeńskiego – praktyki duszpasterskiej polegającej na duchowym wsparciu małżonków w realizacji ich powołania do Nieba na drodze wspólnego życia. Praktyki, której realizatorem był już m.in. kard. Karol Wojtyła w czasach swojej posługi przedpapieskiej, którą opisywał w adhortacji „Falimiaris Consortio” i której wielkim propagatorem jest dziś papież Franciszek.

Pojęcia tego użył w encyklice „Amoris Laetitia” aż 29 razy! W jednym z punktów czytamy:

“Pierwsze lata małżeństwa są okresem niezmiernie istotnym i ważnym, podczas którego małżonkowie wzrastają w świadomości wyzwań i znaczenia małżeństwa. Stąd wynika potrzeba towarzyszenia duszpasterskiego, które trwałoby po celebracji sakramentu (por. Familiaris consortio, część III). Bardzo wielkie znaczenie okazuje się mieć w tym duszpasterstwie obecność doświadczonych małżeństw. Parafia jest uważana za miejsce, w którym doświadczone pary mogą służyć młodszym, z ewentualnym współudziałem stowarzyszeń, ruchów kościelnych i nowych wspólnot.” (Amoris 251)

Pojęcie towarzyszenia małżonkom przez innych małżonków pojawiło się także w znacznie wcześniejszej względem „Amoris Laetitia” encyklice Pawła VI „Humane Vitae”. Czytamy w niej:

„… sami małżonkowie często pragną podzielić się z innymi wynikami swoich doświadczeń. Dzięki temu w szerokich ramach powołania świeckich znajdzie się nowa i niezwykle doniosła forma apostolatu, w której równi usługują równym. Wtedy bowiem sami małżonkowie podejmują zadanie apostolskie względem innych małżonków, pełniąc rolę ich przewodników. Wśród tylu form chrześcijańskiego apostolatu ta wydaje się obecnie najpotrzebniejsza.” (26)

 

Co to jest „towarzyszenie małżeńskie”?

Przede wszystkim ma ono służyć rozwojowi duchowemu małżonków, wokół sakramentów, słuchania Słowa Bożego i modlitwy. Prowadzić ich do coraz bardziej świadomego korzystania z łaski sakramentu małżeństwa. Z założenia więc odbywa się indywidualnie, w ramach danej pary małżonków.
Zgodnie ze wskazaniami zawartymi choćby w „Familiaris Consortio” Jana Pawła II, towarzyszenie małżeńskie odbywa się na trzech płaszczyznach:

  • małżonków mogą prowadzić kapłani,
  • osoby konsekrowane
  • inni małżonkowie.

– Pragnienie znalezienia takiego prowadzenia w Kościele sygnalizuje bardzo wiele małżeńskich par. Bardzo często boją się jednak one zaangażować w jakiś ruch czy wspólnotę, ale mimo to szukają indywidualnego prowadzenia duszpasterskiego – zauważa ks. Przemysław Drąg, krajowy duszpasterz rodzin, powołując się na różne przeprowadzane badania ankietowe.

Podkreśla, że samo towarzyszenie jest zatem pojęciem szerszym niż formacja w ramach jakiegoś ruchu czy wspólnoty. Wymaga aktywnego wyjścia do rodziny, indywidualnego podejścia, rozłożenia w czasie oraz zaangażowania. – To zarówno dla kapłana towarzyszącego małżonkom, jak i dla nich samych olbrzymia przygoda, ponieważ nie wiemy co będzie na końcu – mówi krajowy duszpasterz rodzin.

 

Kto się może o to upomnieć?

Wszyscy sakramentalni małżonkowie. Zarówno młodzi, jak i starsi stażem. Nie jest to tym samym, co indywidualne kierownictwo duchowe, bowiem zawsze odbywa się w parze oraz nie dotyka wyłącznie sfery moralności, ale szeroko pojętego życia małżonków: relacji między nimi, wychowywania dzieci, rozwoju duchowego. – Coraz więcej małżeństw na początku swojej drogi zdaje już sobie dziś sprawę, że sami sobie nie poradzą, potrzebują rozsądnego przewodnika – zauważa ks. Przemysław Drąg.

 

Jak wygląda?
Może mieć formę np. comiesięcznych regularnych spotkań z kapłanem, innym małżeństwem lub osobą konsekrowaną. Ważne, żeby zaangażowana była tu cała rodzina, nie jeden z małżonków albo wyłącznie sami małżonkowie bez dzieci. Ważne też, by tego rodzaju spotkania nie przeszkadzały w normalnym życiu rodziny i odbywały się regularnie, ale nie bardzo często.

 

Gdzie i jak szukać towarzyszenia?

Można je znaleźć na dwóch drogach: poza ruchem lub stowarzyszeniem małżeńskim, albo w ramach takiej wspólnoty, o ile rzeczywiście jej charyzmat wpisuje się w ideę towarzyszenia małżeńskiego.

Poza ruchem można zwrócić się do kapłana związanego z duszpasterstwem rodzin, którego najłatwiej znaleźć w większych miastach. Zdarza się jednak, że również na terenie małej miejscowości lub wsi pracuje kapłan zaangażowany w któryś z małżeńskich ruchów lub stowarzyszeń. Można również zwracać się z taką prośbą do znajomych kapłanów lub osób konsekrowanych.

W ramach ruchu/stowarzyszenia:
Zdecydowanie łatwiej o owo towarzyszenie upomnieć się w ramach kilku prężnie działających ruchów takich jak:

 

Dlaczego warto?

Przede wszystkim dla jakości własnego małżeństwa. Zarówno duszpasterze, jak i sami małżonkowie zauważają, że około 5. rocznicy ślubu w większości par pojawiają się już poważne kryzysy, które łatwiej przejść jeśli ma się oparcie w innych czy wypracowaną wzajemną komunikację. Towarzyszenie małżeńskie czyli praktyka stałego oparcia w kimś z zewnątrz pomaga nie tylko łagodniej przejść słabsze momenty w relacji, ale też zapobiega wielu trudnym sytuacjom, bo wzmacnia umiejętności wzajemnego porozumienia małżonków.

Programy formacyjne ruchów rodzinnych mają często wpisane konkretne zadania dla małżonków, które pomagają wypracowywać umiejętność wspólnej rozmowy oraz mechanizmy ratujące w przypadku poważnych konfliktów czy kryzysów. W Domowym Kościele czymś takim jest Dialog Małżeński – regularna rozmowa w parze małżeńskiej, połączona z modlitwą. Potężnym wsparciem są też relacje między różnymi małżeństwami, podtrzymywane przez praktykę comiesięcznych spotkań rodzin w swoich domach.

– Zdarzyło nam się kilka razy, że podczas takiego spotkania nagle wszyscy spostrzegaliśmy, iż obecna wśród nas para przeżywa potężny kryzys. Wówczas albo od razu klękaliśmy do modlitwy za nich, albo umożliwialiśmy im małżeńską randkę czy wyjazd, na przykład oferując opiekę nad dziećmi – mówi Sylwia Diłanian, będąca wraz z mężem w Domowym Kościele od początku małżeństwa czyli od 16 lat.

Drugi ważny powód, dla którego warto korzystać z towarzyszenia małżeńskiego to formacja duchowa dopasowana do warunków życia rodzinnego. – Bycie w pewnej konkretnej wspólnocie, złożonej z osób, które znam z imienia, z sytuacji rodzinnej, daje mi poczucie wspólnoty, świadomości, że Kościół nie jest tylko budynkiem, ale są tu ludzie tacy jak my, tak jak i my przeżywający trudności i upadki – mówi o swoim osobistym doświadczeniu Sylwia.

Zauważa, że również dla małżonków, których prowadzi wspólnie ona z mężem ważna jest taka wspólnota doświadczeń: łatwiej o pewnych aspektach życia małżeńskiego zwierzyć się innemu małżeństwu, niż kapłanowi. Wymienia tu np. rozmowy o płodności, o dzieciach, finansach rodziny, problemach materialnych. Często również ta wspólnota z innymi małżeństwami owocuje konkretną pomocą.

– Wspieramy się w opiece nad dziećmi w różnych kryzysowych sytuacjach. Zdarzało się, że w jeden dzień byliśmy w stanie zebrać w kilka rodzin całą listę rzeczy potrzebnych do wyprawki niemowlęcej dla jednej z rodzin w trudniejszej sytuacji finansowej – opowiada Sylwia Diłanian.

W tym kontekście pojawia się też inny powód, dla którego warto skorzystać z towarzyszenia małżeńskiego: świetne środowisko dla dzieci. – Nasze dzieci widzą, że nie tylko my żyjemy pewnymi wartościami, nie tylko my szukamy Pana Boga, jeździmy na rekolekcje, modlimy się w domu, ale rodzin takich jest więcej. Do tego nasze dzieci razem też już tworzą pewne środowisko dobrze oddziałujące na siebie. Lubią się i lubią spędzać ze sobą czas – zauważa Sylwia.

“Rodzina nie może zrezygnować z bycia miejscem wsparcia, towarzyszenia, prowadzenia, chociaż musi na nowo odkrywać swoje metody i znajdować nowe środki. Musi wziąć pod uwagę, na co mogą być narażone jej dzieci” – zauważa w “Amoris laetitia” papież Franciszek.

www.stacja7.pl